"Stay hungry. Stay foolish" (Pozostań nienasycony. Pozostań nierozsądny) - S. Jobs, 2005 Stanford University commencement speech.

środa, 22 lipca 2026

Francja

 Dzień 11

Objazdówki to częste zmiany noclegów. Bardzo to lubimy, choć gdy wynajmujemy pokój hotelowy (zazwyczaj są małe) to po 5 min. od wejścia wygląda tak, jakby ktoś czegoś szaleńczo szukał, a potem jeszcze raz przewalił. Zagracamy przestrzeń w tempie ekspresowym; wszytko leży na widoku (bo na tak krótki pobyt nikt niczego nie rozkłada po szafach), a i tak nieustannie pada pytanie gdzie to czy tamto. Każdy ma swoją walizkę, więc teoretycznie powinno być łatwo, ale w praktyce tak nie jest. Zawsze pączkują jakieś tobołki … Ale przynajmniej w każdym kolejnym pokoju mam pościelone łóżko ze świeżą pościelą i suche ręczniki. Obecne mieszkanie pod Paryżem jest na szczęście duże i wygodne. 

  • Nocleg (3 noce) LE Cartier Appt F3


14:35 22.07.2026 r.! Jest! Doleciał do nas Rafał! I nic więcej chłopakom nie trzeba do szczęścia. Nie odliczali dni do Disneylandu, tylko do Wujka. 





poniedziałek, 20 lipca 2026

Belgia

 Dzień 9

Wizytę w Brukseli zaczynamy od dzielnicy europejskiej. Dzień wcześniej zamówiliśmy darmowe wejściówki do sali plenarnej parlamentu - Hemicycle i do Parlamentarium - interaktywnego centrum o UE. Miejsca te zwiedza się z audioprzewodnikiem, który jest we wszystkich językach UE, a informacje są przygotowane pod dorosłych i pod dzieci. Dla mnie to był obowiązkowy punkt podróży. Polecamy. 





Kolejny punkt do naszej wycieczki dodał Kuba. Autoworld. Pełno samochodów, ponoć fajnych (…) może K coś dopisze :)


* Klaudia niewiele widziala, bo ciągle ziewała :) A my widzieliśmy piękne Ferrari Testarossa i F50, Forda Mustanga z 1969 r., Cadillaca Elvisa i wiele pojazdów z początków motoryzacji. Kuba 


Chwila odpoczynku w pokoju i ruszamy wieczorem na miasto. Kierunek starówka, a więc okolice Grand-Place. Atmosfera przyjemna, wakacyjna i turystyczna. Sprzedawcy tak chętnie częstują belgijską czekoladą, że w zasadzie już nie muszę jej kupować. No i dzieciaki trzymają odpowiednie tempo idąc slalomem od jednej do drugiej Chocolaterie. Oczywiście nie zabrakło też belgijskich gofrów (pyszne) i belgijskich frytek (frytki jak frytki). 







  • Nocleg (1 noc) Cosy Apartment Merode


Dzień 10


Dzień w całości zaplanowany pod nas przy pomocy chataGPT. Pierwszy raz w ogóle nie korzystamy z papierowych przewodników. 


20 min. za Brukselą zatrzymujemy się w Aventure Parc Wavre, ogromnym parku linowym. Przez 5 godzin chłopaki non stop szaleją między drzewami, pokonując coraz wyższe trasy. Filip z racji wieku i wzrostu mógł już wejść na najtrudniejszą czarną ścieżkę i oczywiście wlazł … i szczęśliwie zlazł, a w zasadzie zjechał z tak długiej tyrolki, że wylądował gdzieś poza zasięgiem naszego wzroku i dochodziliśmy do niego dobrą chwilkę. Bardzo ciekawe i miejscami wręcz zabawne trasy, jak zjazd na sankach czy na rowerze po linie w koronach drzew. Gdyby nie to, że na godzinę 17 mieliśmy już zaplanowaną kolejną atrakcję, to moglibyśmy siedzieć tu do nocy. Chłopaki nie czuły głodu, kompletnie zatraciły poczucie czasu i nic innego nie miało znaczenia poza tym gdzie jest wejście na kolejną i kolejną trasę. 






https://www.aventureparc.be/fr


Druga atrakcja nie była tak spektakularna, ale równie dobrze dobrana. Kierując się w stronę Francji dojechaliśmy do podnóża Ardenów. W miejscowości Falaen czekała na nas !!rowerowa drezyna!! Dwie osoby pedałują, dwie siedzą, ale można się zmieniać podczas jazdy, bo jest regulacja siodełek. Licząca 6 km trasa po torach dawnej kolei prowadzi do Opactwa Maredsous przez zielone tereny i przez charakterystyczną dla Walonii wioskę z uroczymi kamiennymi domkami o drewnianych okiennicach. 




https://draisines.online/index.php/en/home-en/


Wieczorem jak już poczuliśmy głód zatrzymaliśmy się w przydrożnej pizzerii. Była pierwszą na naszej trasie, ale początkowo ją minęliśmy, bo jakaś dalej miała lepsze opinie w Google. Na miejscu okazało się, że czas oczekiwania wynosi godzinę. Czasem to kierowanie się opiniami zamiast własnym oglądem sytuacji jest zwodnicze. Nasza pizzeria nazywała się dumnie Chalet, co wiadomo jak odczytaliśmy ;) Sprawdziłam, oznacza to górski domek i czyta się [szale].


Na koniec dnia chłopaki miały jeszcze siłę na basen. Dzielne są bardzo!




  • Nocleg (1 noc) Au Mas de Mont, Yvoir





sobota, 18 lipca 2026

Holandia


Zapomnieliśmy o blogu, a później jakoś nie było czasu albo siły. Jest piątek 17 lipca.


Dzień 1

Wyjechaliśmy z domu 12 lipca rano i po 10 godzinach drogi (z trzema przystankami na ładowanie, w tym jednym przy fabryce czekolady Rausch) zatrzymaliśmy się w przypadkowym hotelu, ale ładnie położonym przy jeziorze Zwischenahner w Niemczech. To „sanatoryjne” miasteczko po godzinie 21 opustoszało. Otwarta była tylko jedna knajpka o włosko brzmiącej nazwie obsługiwana przez Turków, więc na kolację zjedliśmy pizzę z kebabem. 


  • Nocleg (1 noc) w Hotelu Am Badepark, Bad Zwischenahn, Niemcy


Dzień 2

Planowaliśmy rano kierować się prosto w stronę wysp Fryzyjskich na prom w Holwert, ale … ku naszej (rodziców) “radości” i szczerej radości dzieci dostaliśmy w hotelu darmowe wejściówki do pobliskiego aquaparku. I z tej przyczyny na prom weszliśmy dopiero około godziny 20. Auto zostało w porcie na parkingu, ponieważ wyspa Ameland jest mała (5 x 24 km) i wygodniej poruszać się po niej rowerem. Czekając na prom chłopaki dosłownie biegały po morzu. Morze Wattowe jest wpisane na listę UNESCO, a jego wyjątkowość polega na bardzo dalekich odpływach; siedząc na brzegu zamiast szumu fal słychać było charakterystyczne syczenie, jak po otwarciu gazowanego napoju.



  • Nocleg (2 noce) w hotelu Fletcher, Nes, Holandia
  • Promy odpływają często i są ich dwa rodzaje. My wybraliśmy wolniejszy (50 min, a nie 25 min), ale za to o połowę tańszy. 


Dzień 3

Rano wypożyczyliśmy rowery (duży wybór dziecięcych posiada wypożyczalnia Kiewiet w centrum Nes; koszt to 40 euro/ dzień za cztery rowery b.dobrej jakości np. marki Gazelle). Rowery można też do godziny 18 wypożyczyć od razu w porcie z opcją dowozu bagażu do hotelu.


Wyspa Ameland jest piękna jak z obrazka. Od północnej strony - szerokie piaszczyste plaże przy Morzu Północnym, od południa - Morze Wattowe, a pomiędzy nimi wiele malowniczo poprowadzonych ścieżek rowerowych. My wybraliśmy trasę w stronę latarni koło Hollum, którą trochę skróciliśmy do 24 km. Było bardzo gorąco, a ścieżka prowadziła przez wydmy w pełnym słońcu i tylko wiatr ratował sytuację. 

Wieczorem pojeździliśmy jeszcze trochę po miasteczku, trafiając na bardzo fajny plac zabaw De Vleijen. Holendrzy mają chyba spore zaufanie do dzieci, bo to miejsce zapewnia im duuuużo swobody. Wygląda bardziej przygodowo (czytaj niebezpiecznie), pełne naturalnych przeszkód jak rozpięte nad wodą tyrolki, liny, ruchome mostki, przeciągane po jeziorze tratwy.









Dzień 4

Planowaliśmy rano kierować się prosto do miejscowość Giethoorn, ale … chatGPT którego spytałam o drogę powiedział, że żal byłoby nie zatrzymać się w Pantropice, jednej z najpopularniejszych w Holandii atrakcji dla rodzin z dziećmi. Jest to ogromny, zadaszony park z tropikalną roślinnością, egzotycznymi ptakami i motylami. I tak coś co miało być na chwilę po drodze zajęło nam kilka godzin. Miejsce chłopaki oceniły 10/10. Tukan latał za Filipem (i na odwrót), papugi siadały im na ręce, flamingi stały tuż obok, sumy jadły im z wędek, piękne motyle, niesamowita bujna roślinność i znów świetny plac zabaw w tym samym naturalnym i swobodnym stylu. Cudo! Gdyby tylko jeszcze ta papuga nie “oznaczyła” mi czystych ubrań. Nie jestem pewna, czy aż tak by się śmiali, gdyby to były ich spodnie, koszulka i but. Hat-trick dla Mamy, albo raczej dla papugi.





Do miejscowości Giethoorn dojechaliśmy po 17. Szybki obiad w hostelu i pół godziny później wynajęliśmy już łódkę, bo jest to najlepszy sposób zobaczenia tego uroczego miasteczka położonego nad kanałami. Domki przykryte strzechą, kwiaty w przydomowych ogródkach, 110% sielskości. Przystanek w tym cichym i spokojnym miejscu był pomyślany pod nas (dorosłych) jako chwila wytchnienia. Nie minęła minuta i zaczęło się jęczenie o ster… wygrali. Filip szybko opanował umiejętność kierowania łodzią, choć naprawdę nie było to łatwe. Kanał był wąski, wokół inne łódki, a żeby zachować jako taki kurs prosty non stop należało kręcić sterem. Gdy poczuł się pewniej łódkę przechrzcił na bolid F1 i zaczął mijać innych po wewnętrznej, zewnętrznej, a nader wszystko po bandzie. W drodze powrotnej, która prowadziła pętlą przez jezioro, łódką kierował Adaś. Chłopcy zgodnie uznali, że mega to były emocje. Miało być to leniwe i spokojnie 1,5 h, a było jak zwykle. 







  • Nocleg (1 noc) w Hostelu Black Sheep, Giethoorn


Dzień 5

Planowaliśmy rano kierować się prosto do Muzeum Moco w Amsterdamie, ale … dzieci które nieopatrznie spytałam o zdanie wybrały inną atrakcje i tak do godziny 15 czas spędziliśmy w sklepach (Amsterdam The Style Outlet w Halfweg i Nike Factory Osdorp). Zakupy udane! Buty Nike DN8 w promocji za 65,99 euro! To tak informacyjnie dla Babci, żeby wiedziała na co poszły jej zaskórniaki dane chłopakom na lody :) 



Centrum Amsterdamu zwiedzaliśmy spacerkiem aż do nocy, krążąc wzdłuż kanałów, w tym wzdłuż Prinsengracht (są tam cumowane łodzie mieszkalne), czy Herengracht (to ten elegancki z pocztówek) od wysokości placu Dam w kierunku Leidseplein. Główna ulica (taka Świdnicka we Wrocławiu) to tutaj Kalverstraat. Muzeum Moco musi niestety poczekać. Liczę, że uda się znaleźć inne muzeum, bo dobrze dobrane też jest atrakcyjne dla dzieci (Banksy w Barcelonie, Picasso w Maladze, Biennale w Wenecji, najsłynniejsi w National Gallery w Londynie, czy zapamiętane z mojego dzieciństwa muzeum Salvadora Dali w Figures)






  • Nocleg (1 noc) w hostelu Generator, Amsterdam


Dzień 6

Dzień rozpoczęliśmy zgodnie z planem od wizyty w centrum Corpus Exhibition pod Amsterdamem. Dziękuję Paulina za polecajkę! Bardzo ciekawe interaktywne miejsce pokazujące od środka jak zbudowany jest człowiek. „Przechodzi” się przez różne organy od kolana aż do mózgu. Fajnie pokazany jest moment zapłodnienia, gdy w okularach 3D siedzi się w „drogach rodnych” a plemniki pędzą i przelatują obok nas, aby połączyć się z komórką i dalej widzimy jak rośnie dziecko, aby na koniec platforma na której siedzimy wzniosła się w górę symbolizując poród (w rzeczywistości trafiamy na kolejne piętro wystawy). Muzeum zwiedza się w grupach z audioprzewodnikiem, którego niestety - i to jedyny zarzut - nie ma w j. polskim. 


Jeśli chodzi o realizację planów, to na dzisiaj tyle. Nic nie dokładamy, a ograniczamy i rezygnujemy zarówno z wizyty w  Space Expo, jak i z rowerów przy wiatrakach w Kinderdijk. Jest słoneczna pogoda, a my mamy zarezerwowany na 2 noce domek przy jeziorze na ośrodku ze zjeżdżalniami, basenami, boiskami i tym wszystkim co oferują familii campy.

No więc czas na relaksik (*chyba że akurat chłopaki zaczną się kłócić … wielce prawdopodobne) i słodkie lenistwo (*chyba że akurat będą chcieli gdzieś iść, w coś grać ... niemal pewne). Żeby mieć prawdziwą ciszę to albo muszę gdzieś ich wysłać z Kubą, albo sprzątać lub robić pranie :)






  • Nocleg (2 noce) na campingu RCN de Flaasbloem, Chaam


Dzień 7

:) zapowiada się słonecznie


Spędziliśmy cały dzień na campingu/plażingu. Było tak fajnie, że dokupiliśmy trzeci nocleg. Jest tu też całkiem spora zagroda dla zwierząt i kurnik. Ponoć jak przyjdziemy rano, to będziemy mogli wejść do środka.








Dzień 8

Jako jedyni stawiliśmy się tak wcześnie, że w zagrodzie trwały jeszcze prace. Abyśmy mogli wejść rzuciłam, że chłopaki pomogą. Udało się. Weszliśmy, a przy wejściu dostali łopaty z grabiami do zbierania kozich bobków. Ale mieli miny :))


Po południu przygoda ze zwierzętami miała swój ciąg dalszy, bo pojechaliśmy do oddalonego o 20 min. safari Beekse Bergen (zrobiliśmy trasę autem i pieszo). 














Lokalne drogi dwukierunkowe w Holandii mają dwie ścieżki rowerowe po bokach i jedną wąską środkiem dla aut..