"Stay hungry. Stay foolish" (Pozostań nienasycony. Pozostań nierozsądny) - S. Jobs, 2005 Stanford University commencement speech.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MEKSYK Chetumal Tulum Gran Cenote Chichen Itza Merida Lekcja gotowania Palenque Misol Ha Agua azul San Cristobal de Las Casas Chamula Zinacantan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MEKSYK Chetumal Tulum Gran Cenote Chichen Itza Merida Lekcja gotowania Palenque Misol Ha Agua azul San Cristobal de Las Casas Chamula Zinacantan. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 maja 2014

MEKSYK : CHAMULA i ZINACANTAN

Codziennie o 9:30 spod krzyża przy katedrze lokalny przewodnik za 200 peso zabiera chętnych do pobliskich miejscowości Chamula i Zinacantan. Są one zamieszkane przez rdzenną ludność, bo określenia Indianie nie lubią. Niektórzy nazywają ich potomkami Majów. Społeczności te, choć rożne, żyją po sąsiedzku we wzajemnym szacunku i autonomii wobec władz państwowych. Rządy sprawuje w nich starszyzna. Mają własne prawo, język i zwyczaje. W Chamuli mają również swoją religię, choć sami nazywają siebie katolikami. Główne miejsce we wsi zajmuje kościół. Nie ma w nim jednak księdza, którego cytuję "wykopali" z miasta. Nie ma w nim też ławek, konfesjonału, ani nabożeństw. Wchodzimy do środka i zapiera nam dech. Miejsce absolutnie niepowtarzalne! Półmrok rozjaśniają setki smukłych świec poustawianych ostrożnie przy figurach świętych i na podłodze, która usłana jest pachnącym igliwiem. Na ziemi przy świecach w małych grupkach siedzą rodziny wraz z szamanami. Wpatrujemy się w nich, że aż nie wypada. A gdy szaman bierze do ręki kurę to gapimy się na całego nie mogąc oderwać wzroku. Intonując modły (a może zaklęcia) zatacza nią koliste ruchy nad świecami, a następnie wokół uzdrawianego. I to jest koniec dla kury, której sprawnie ukręca głowę. Rytuał kończy się zaś łykiem Coli dla wszystkich. Przewodnik wyjaśnia, że Cola stała się obowiązkowym elementem obrządku, podobnie jak Fanta i Sprite. Z niedowierzaniem patrzymy na niego, a ten prosi żebyśmy zwrócili uwagę na kolory świec. Są czarne, zielone, żółte, białe i czerwone tak jak napoje i tak jak kolby kukurydzy. Każdy kolor ma również przypisane znaczenie. A co z kurą? Przyrządza się z niej obiad. Kości są zaś po pewnym czasie rytualnie zakopywane w miejscu, gdzie chory stracił swojego ducha.  
Niby te obrządki dziwne, ale nie ma jak rosół z kury na chorobę, a i Cola zawsze jest u nas na święta ;) W książce Majowie A. R. Fiedlera czytamy, że Pan Ziemi, dla którego składana jest ta ofiara, to dla mieszkańców swój chłop, więc kurą nie pogardzi :) Przewodnik się uśmiecha, sądząc, że przyczyną jest raczej niska cena i łatwa dostępność. Książkę jednak bardzo polecamy, bo pełna jest zabawnych i ciekawych historii, spisanych przez autora, który mieszkał w Chamuli pół roku.





W Zinacantan pół roku temu z drzwi kościoła zdjęto kartkę o zakazie wnoszenia kur :) Nie dlatego, że zakaz zniesiono, lecz ponieważ każdy go przestrzega. Tu obowiązuje już zwierzchnictwo Watykanu. Z tej przyczyny zniesiono wielożeństwo, które wciąż jest możliwe w Chamuli.  Miasteczko to wzbogaciło się na hodowli kwiatów. Motywy roślinne zdobią stroje mieszkańców, przy czym szczególnie barwne są męskie koszule (jak po lewej). Wszyscy ubierają się zgodnie z tradycją. Gdy kobieta wychodzi za mąż za mężczyznę z sąsiedztwa, po przeprowadzce musi ubierać się tak jak inne mieszkanki. Liczy się społeczność, nie indywidualizm.
Przewodnik prosi, żebyśmy nie oceniali ich jako prymitywnych, lecz zachowujących tradycję. Akcentuje, że to wybór, a nie przymus. Dziewczyna robiąca dla nas tortillę ukończyła studia, tak samo jak jej siostra. 

Zatrzymujemy się również przy kratach, za którymi widać jedynie śmieci.


To więzienie (chwilowo puste). Skazani są w takich celach wystawiani przez 1-3 dni na widok publiczny. Utrata szacunku i poniżenie jest tu bardzo dotkliwą karą. Recydywistów natomiast wydala się z miasta. W sporach cywilnych i rodzinnych pomocni są mediatorzy, bo takich spraw się nie sądzi, a zawiera ugody. Choć Chamula rządzi się własnymi prawami takie umowy są respektowane przez władze państwowe.

Wycieczka miała jeszcze ciąg dalszy, ale relację już na tym zakończę :)

sobota, 17 maja 2014

MEKSYK : SAN CRISTOBAL DE LAS CASAS

Uliczką w dół, w górę i na najbliższą ławkę :) Tak wygląda nasz spacer po tym barwnym, górskim miasteczku. To chyba wysokość n.p.m. tak odbiera nam siły. Mijają nas miejscowi, zachodni turyści, uliczni sprzedawcy oraz wygnańcy z okolicznych wiosek. Łatwo ich poznać po strojach. Kobiety z Chamuli noszą spódnice grube i włochate, a z Zinacantan haftowane w kwiaty. Większość z nich idzie z naręczami szali i plecionej biżuterii. Kupujemy jeden, bo Kuba mimo gorących próśb stanowczo odmawia chodzenia w chustach. Mężczyzna w kwiatach?! Okazuje się, że tak, ale to dopiero w Zinacantan. Swoje rękodzieła oferują również zadomowieni tu przyjezdni. Część z nich określiłabym jako kolorowych ludzi drogi, dla innych ta wolność jakby stała się ciężarem i teraz bardziej przypominają włóczęgów.


Katedra i miejsce spotkań pod krzyżem. Widać też, że zaczęła się pora deszczowa

Pucybut to tu bardzo popularny fach. Tych spotykamy dziś w pracy kilka razy.

piątek, 16 maja 2014

MEKSYK : PALENQUE, MISOL HA i AGUA AZUL

Palenque to jedno z najbardziej intrygujących miast Majów jakie widzieliśmy (obok Tikal). Aury tajemniczości dodają opadające chmury i gęsta dżungla. Wiele jest tu jeszcze do odkrycia i tylko wyobraźnia podpowiada co mogą skrywać okoliczne wzgórza. Niektóre budowle są odsłonięte dopiero w części, co kontrastuje z warstwą naniesionej przez setki lat ziemi, zarosłej bujną roślinnością i wielkimi drzewami. Zaletą tego miejsca jest też możliwość zaglądnięcia lub wejścia do niektórych piramid.




Misol Ha to całkiem imponujący wodospad, który ogląda się również od tyłu. Z latarkami, brodząc w wodzie można też wejść do groty wewnątrz góry.


Ostatni przystanek to wodospady Agua Azul. Przyjemny spacer wzdłuż rzeki daje widok z jednej strony na kaskady, a z drugiej na wioski. Są one trochę głębiej, bo tuż przy ścieżce porozstawiane są budki z pamiątkami lub jedzeniem. Nasz "bar" wygląda niepozornie, ale pierogi są pyszne i wszyscy bierzemy dokładki :). To był udany dzień, który spędziliśmy w miłym towarzystwie Ani i Bartka, których serdecznie pozdrawiamy :) Oni pojechali od razu do San Cristobal (co jest fajną opcją, o której nie wiedzieliśmy wcześniej). My zaś wróciliśmy na noc do Palenque.






czwartek, 15 maja 2014

MEKSYK : LEKCJA GOTOWANIA

Za obiad w przyjemnej restauracji trzeba zapłacić 150 peso. Za 25 peso (6 zł) można przygotować obiad w hostelu pod okiem meksykańskiego kucharza :) To on ustala menu i kupuje wszystkie składniki. Tego dnia zaproponował kurczaka Fajitas, fasolę z Chorizo i tortillę. Fajitas to nie określenie smaku czy składników, ale sposobu pokrojenia mięsa i warzyw w paski. Danie wyszło pyszne, a kucharz był bardzo sympatyczny :) 
Podał nam taki przepis na meksykańską tortillę: mąkę kukurydzianą ugniatamy z posoloną wodą w proporcjach 1:1. Ze 150 g mąki i 150 ml wody otrzymaliśmy 15 tortilli. Z ciasta formujemy kulki, które następnie rozprasowujemy na placki. Kładziemy je na rozgrzaną patelnię (bez tłuszczu) przerzucając z jednej na drugą stronę. I teraz sekret: placek trzeba obracać dociskając opuszkami palców aż urośnie. Dopiero wtedy jest dobry i należy zdjąć go z patelni. Trwa to ok. pół minuty, ale można poparzyć sobie przy tym palce. 



wtorek, 13 maja 2014

MEKSYK : MERIDA

Niedzielny wieczór na Zocalo (ryneczku) jest pełen ludzi. Gra orkiestra, dużo osób tańczy. Prym wiodą starsze pary, które pewnie przychodzą tu razem od czterdziestu lat :) Na Zocalo wracamy w poniedziałek. O 21 zaczyna grać muzyka, ale tym razem wczorajsi tancerze zajmują miejsca na widowni. Na parkiet wychodzi zespół w tradycyjnych strojach i prezentuje jukatańskie tańce.






























Biuro informacji turystycznej o 9.30 organizuje darmowe wycieczki. Przewodnik chętnie wprowadza nas za różne bramy, a miasto o którym mogliśmy powiedzieć tyle, że jest ładne i przyjemne zyskuje ciekawą historię. Okazuje się, że w Meridzie dawniej było 5 piramid. Zostały rozebrane przez Hiszpanów, a z ich kamieni powstały dzisiejsze kościoły i częściowo urzędy. Fajne, jak nagle zwykłe kamienne schody stają się niezwykłe :) Na czarnych kartach historii zapisali się niestety katoliccy duchowni, którzy palili dawne księgi i niszczyli figurki majańskich bogów. Teraz ich srogie miny karykaturalnie przedstawiane są na obrazach. 
A ten przedstawia tajemnicę stworzenia. W świecie Majów wszystko swój początek miało w kolbie kukurydzy.

Mąka kukurydziana stanowi podstawę meksykańskiej kuchni, a do każdego dania podawana jest tortilla. 

poniedziałek, 12 maja 2014

MEKSYK : CHICHEN ITZA

Julio, który oprowadzał nas po Tikal, zwracał uwagę na różnice pomiędzy miastami Majów, co teraz łatwo było nam dostrzec. Każdy z ośrodków powstał jednak w tym samym celu - astronomicznym. Ilość stopni, kąty, proporcje, wszystko ma znaczenie i odnosi się do kalendarza Majów, który składał się z 18 miesięcy po 20 dni i 5 dni dodatkowych. 
Z opowieści Julio: Zapytany o film Apocalypto Mela Gibsona, mówi, że film mu się podobał, ale tamte czasy przedstawia zbyt brutalnie. Twierdzi, że to niechęć do poznania tubylców przez hiszpańskich najeźdźców była przyczyną nieprawdziwych ocen i powstałych mitów. Nie znając miejscowych zwyczajów straszyli kobietami o zębach w kształcie kłów, spiłowywanych po to, aby polować. Śmieje się, że na mężczyzn i zaraz dementuje, że majańskie kobiety trudniły się tkactwem, a o takie zęby łatwiej im było zahaczać nici, co usprawniało pracę. 


Ściana boiska do gry w pelotę. Zazwyczaj przez pierścień przelatywała piłka, ale niektóre źrodła donoszą, że czasem też ścięta głowa.


Tak jak kiedyś ruiny pochłonęła roślinność, tak teraz Chichen Itza tonie w straganach. Są nimi zastawione wszystkie ścieżki i tylko "Lady, have a look, only 10 $, handmade, not from China, Lady go back ...".





sobota, 10 maja 2014

MEKSYK : TULUM

Dziś wypożyczyliśmy rowery, aby dojechać z hostelu 4 km w jedną stronę do cenoty i 3 km w drugą na plaże. Niby blisko, ale nie w upale. Znać daje o sobie również moja alergia na słońce. Kiepsko, ale znam takich co mają uczulenie na czekoladę ;) 
Grande Cenote okazała się idealnym miejscem na upalny dzień. Woda i cień. Ogrom jaskiń i form skalnych odkrywa się dopiero pod wodą pływając z maską. A na plaże pojechaliśmy wieczorem pospacerować brzegiem morza, jak nad Bałtykiem. 




Dziś nasza ostatnia noc w Tulum, a dokładnie w Tubo Tulum Hostel, a jeszcze dokładniej to w rurach, choć zmyślnie zaadaptowanych na "pokoje" :)

piątek, 9 maja 2014

MEKSYK : RUINY MIASTA MAJÓW w TULUM

Położone pięknie nad brzegiem Morza Karaibskiego. 


Przed upałem chowamy się w cieniu. Ktoś zaczepia nas, żebym uważała. Obracam się, a to tak na mnie patrzy .. Gdy odskoczyłam, weszła nam na plecak :) Iguany okazały się ciekawsze do fotografowania niż widoczki.






MEKSYK : DOJAZD DO TULUM

Caya Caulker to kolejne miejsce, które opuszczaliśmy dwa razy. Raz planowo o 7 rano na pokładzie motorówki Water Taxi i godzinę później, po tym jak musieliśmy zawrócić z powodu awarii silnika. Do kolejnej awari doszło w połowie drogi. Do portu dopłynęliśmy innym statkiem, który documował do nas umożliwiając przejście na jego pokład. Tak znaleźliśmy się w Meksyku :)

Przejścia graniczne to nic przyjemnego. Wypełnianie formularzy i stemplowanie paszportów w ogólnym zamieszaniu pod znudzonym okiem urzędników. Tu był porządek. Bagaże na środek, a my (wszyscy pasażerowie) pod krawężnik w jednej linii. Dyrygował nami uzbrojony oddział antynarkotykowy, żeby wszystko mógł obwąchać policyjny pies. 

Przy granicy zawsze można znaleźć  różne busy, które zabiorą Cię po "najlepszej" cenie i dowiozą "najszybciej". W rzeczywistości są najdroższe. Te dzisiejsze z Chetumal do Tulum były droższe aż o połowę. Z dwudziestoosobowej grupy chyba tylko pięć osób nie dało się naciągnąć. Do Tulum przyjechaliśmy po 4 godzinach wygodnym autobusem.